Napisane przez: tygrysy | 07.12.2009

Ukraiński raj cenowy

12.09.2009 Suczawa – Czerniowce

Wyprawa powoli chyli się ku końcowi, więc kierujemy się póki co w stronę Ukrainy. Nie jest to jednak takie proste. Po bezowocnych zakupach (nadal nie udało nam się znaleźć porządnego sklepu z bzdetami pamiątkowymi) ruszamy na dworzec, skąd to powinien jechać autobus do Czerniowiec, wskazany nam poprzedniego dnia przez panią w kasie. No więc cierpliwie czekamy. I czekamy. I czekamy. Zniecierpliwieni 20-minutowym opóźnieniem ruszyliśmy w końcu do kasy, tam zaś pani nam oznajmiła rumuńsko-ukraińskim “Azi ne ma”, co chyba słusznie przetłumaczyliśmy jako “Dzisiaj nie ma”.

Hmm.. no to niefajnie. Ruszamy więc w stronę wylotówki, bo cóż my poczniemy w tym mieście przez następny dzień?! Ledwieśmy ruszyli z dworca, a zaczepiła nas Ukrainka obładowana dzierganymi chustami i oznajmiła, że bus będzie, tylko żebyśmy tu na nią zaczekali. No cóż, pół godziny nic nie zmieni, więc możemy poczekać. Pani (Katia) wróciła, tak jak obiecała, i zaprowadziła nas do rozpadającego się busika na numerach ukraińskich, w którym czekali już pani kierowca i pan Wania. No to mkniemy rozpadającym się pojazdem w stronę Ukrainy w ciekawym towarzystwie. Najwyraźniej z tej strony świata nie ma problemów z wjazdem do Ukrainy, bo przejeżdżamy granicę w jakieś 10 minut, wliczając w to uzupełnienie karty imigracyjnej (trzeba o tym pamiętać!). I już zaraz Czerniowce.

Czerniowce nocą (ratusz i dworzec) z albumu Rumunia 2009

Naszej zbawczyni nie udało się już załatwić nam najtańszego noclegu, ale stwierdziliśmy, że damy sobie radę. Zrobiliśmy krótki wywiad na mieście i okazało się, że ponoć najtańszy jest hotel Turist. Zahaczyliśmy jeszcze o informację turystyczną, w której pracował facet, który raczej dezinformował niż informował. Okazało się, że na hotelach lepiej zna się przypadkowo spotkana miejscowa dziewczyna niż ten mało rozgarnięty człek. Przynajmniej zakupiliśmy mapę drogową Ukrainy i plan miasta :) Postanowiliśmy odnaleźć rzeczony hotel Turist (dolny z tej strony) i w nim się rozlokować. Faktycznie – 150 hrywien za nas obydwoje nie jest straszną ceną. Może warunki już gorsze niż te w Suczawie, ale nam przecież wiele nie potrzeba! Po drodze oczywiście został zakupiony kwas chlebowy, który w tym kraju stanowi chyba najpopularniejszy napój. Rozpakowujemy się i ruszamy na miasto. Podróżowanie po mieście kosztuje grosze (75 kopiejek za jeden przejazd), a bilet można kupić tylko u pani, która siedzi w każdym środku transportu na wywyższonym krzesełku. No i wreszcie trafiliśmy do raju cenowego… Wszystko jest taaaakie taniutkie! Miasto okazuje się bardzo ładne, a uniwersytet jest wręcz genialny! I mnóstwo studentów na mieście. Wygląda na to, że Czerniowce żyją!:)

Uniwersytet w Czerniowcach z albumu Rumunia 2009

Poprzednia część naszej wyprawy opisana jest >>tutaj<<, a następna >>tutaj<<.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.