03.-04.09.2009: Șaua la Apă Cumpaniță – Vârful Budislavu – Lacul Avrig – Refugiul Scării – Cabana Negoiu – Strunga Ciobanului – Lacul Călţun
Dzień rozpoczęty na poziomie prawie 2000 m n.p.m. musi być dobrym dniem – najgorsze już za nami i można łazić główną granią. Krajobrazy niczym w Tatrach Zachodnich, a na niebie ani chmurki. Po porannej eskapadzie po wodę w żlebie – śniadanko, a po nim w drogę. Już po paru minutach spotykamy pierwszych ludzi od ponad doby, ale frekwencja górska na tym się ogranicza – kolejnych górołazów spotkamy dopiero wieczorem.
![]() |
| Poranek z albumu rumunia, że hej! |
Dość szybko docieramy do miejsca, w którym przewodnik uprzedniego dnia zaplanował nam potencjalny nocleg, i konstatujemy, że byliśmy od niego sprytniejsi. Ruszamy dalej – najpierw z przełęczy Şaua Surului trawersem, w końcu szczytujemy na Vârful Budislavu. Vârf to słowo, od którego pochodzi nasz wierch, forma określona robi z niego vârful – od tego wyrazu zaczynają się nazwy niemal wszystkich szczytów. Słowiańsko brzmiący Budislavu ma już 2343 m i kształt kopulasty. Trudności technicznie brak, podejście nie jakieś szalone, tak czy siak po wejściu widoki mamy już na masyw Negoiu i Călţun.
![]() |
| W oddali Negoiu z albumu rumunia, że hej! |
Czas na odsapnięcie, pożywienie się i małe zejście na przełęcz Portita Avrigului (2180 m). Góruje nad nami masyw Ciortea, a za przełęczą ukazuje się bardzo sympatyczne jeziorko, Lacul Avrig.
![]() |
| Jeziorko Avrig z rumunia, że hej! |
Pusto tu i obiadowo :) Można się trochę potaplać w lodowatej wodzie, ale brudasy jednak są z nas coraz większe. Jeszcze przed nami całkiem fajna droga na przełęcz pod Vârful Gârbova (to to obniżenie widoczne na zdjęciu nad jeziorem) – ekspozycja, skałki, te sprawy :) Na koniec podejście na szczyt dający nadzieję, czyli Vârful Scara (2306 m) – przed osiągnięciem wierzchołka około pięciu razy wydawało się, że to już tuż tuż. Wreszcie po całym dniu dobijamy do schronu pod przełęczą Şaua Scării (2146 m). Schrony, czyli refugiu, pełnią w rumuńskich górach rolę pomocniczą względem schronisk i namiotów, i wyglądają tak:
![]() |
| Wnętrze refugiu z albumu rumunia, że hej! |
W blaszanej puszce nie śpi się o wiele lepiej niż w szałasie, ale przynajmniej mniej wieje (no, chyba że przy drzwiach, gdzie marzną Piotrkowi nogi). W okolicy pod namiotami rozbija się ekipa z Wrocławia, a na przełęczy zagadkowy samotnik. My dumamy nad kolejnym dniem. Na trasie mamy Negoiu, ale szlak trudny, z plecakami zapowiada się hardkorowo. Po burzliwych dyskusjach powoli dochodzimy do konsensusu: obchodzimy hardkor dołem i próbujemy szczytować na lekko od strony Żlebu Drakuli.
Poranek zaczynamy więc od ostrego zejścia. Stracenie 600 m wysokości może nie należy do przyjemności, ale cóż tu począć. Wrocławianie w przeciwieństwie do nas zdecydowali się na opcję trudniejszą, dalej czerwonymi paskami granią główną. A my w dół, w dół i w dół. Przewodnik zapowiedział nam rychłe dojście do schroniska, ale już się na nim zdążyliśmy poznać. W końcu udało nam się dotrzeć do schroniska, ale zimnej coli z cytrynką jakoś nie ma. Usłyszeliśmy tylko “nobody here” – dobrze, że można było chociaż użyć toalety z prawdziwego zdarzenia :)
Posilamy się i ruszamy w trasę. Przewodnik mówi o 2,5 godz. do schronu, więc cóż to dla nas. Rzeczywistość okazuje się nieco inna: po godzinie zipiemy ledwo, a po czterech mamy za sobą przejście przez przełęcz Strunga Ciobanului – wspólnie z wrocławianami, którzy przed szczytem Negoiu jednak dali sobie spokój i zeszli na nasz wariant szlaku. Przełęcz ciobańska do łatwych przejść nie należy – skały, stromizny, łańcuchy i przede wszystkim ciężkie plecaki. Mysia tak czy siak pomyka na przedzie, a wkrótce wszyscy odpoczywamy na dole.
![]() |
| Podejście na Strunga Ciobanului z rumunia, że hej! |
Jeszcze przed nami długie podejście, rezygnacja ze zdobycia Negoiu i dotarcie do jeziorka Călţun, co razem daje nam radosne 5 godzin od schroniska (przypominam, miało być 2,5! a wcale się nie wlekliśmy, bez plecaków może dałoby radę w 3,5 h, ale 2,5 to naprawdę czysta abstrakcja…) Nad jeziorkiem przeprowadzamy tym razem eksperyment – schronu dla siebie samych byśmy tu nie mieli, więc śpimy we czwórkę w jednym namiocie, a drugi zapełniamy bagażami. O dziwo namiot wyposażony jest tu w ciepełko, a noc mimo potężnego wiatru jest jedną z lepszych od dawna. Kolejna noc na wysokości ponad 2100 m!
![]() |
| Jeziorko Călţun z albumu rumunia, że hej! |
| Schron czy namiot? fot. Karolina, rumunia, że hej! |
Poprzedni etap podróży opisaliśmy >>tutaj<<, a następny >>tutaj<<.





