29.08.2009 Târgu Mureş – Sybin (mapka na Yahoo)
Wczorajszego dnia po raz pierwszy mieliśmy styczność z deszczem, ale straszności nie było, a dziś znów piękna pogoda. Leziemy zatem przełajem na drugi koniec Târgu Mureş i już niebawem siedzimy wygodnie w ciężarówce należącej do brodacza władającego przyzwoicie językiem angielskim i wracającego po dalekiej podróży do domu swego w Braszowie. Nasz cel jest bliższy, albowiem w planach Sighişoara, przez nasz przewodnik okrzyknięta “perełką średniowiecznej Transylwanii”. Monice nazwa ta na tyle utkwiła w pamięci, że o mieście tym bez użycia tego określenia opowiedzieć nie zdoła :)
A zatem ruszyliśmy w miasteczko, niestety tradycyjnie rozkopane remontowo. Mimo to widać było urokliwość zaułków, w których co lipiec odbywa się największy festiwal Rumunii. Po przerwie na zakup wody, chleba i batoników (spartańska walka o przetrwanie czy dbałość o własne plecy?) wdrapaliśmy się z niemałym trudem na wzgórze z kościołem (0,60 leja chcieli – niedoczekanie :)) i cmentarzem – a na nim groby niemal wyłącznie niemieckie. Tu słowo wyjaśnienia – region Sighişoary i Sybina przez wiele wieków zamieszkany był przez Sasów siedmiogrodzkich – ludność pochodzenia niemieckiego, z samą Saksonią mającą niewiele wspólnego, a żyjących tu od XII wieku. Dziś pozostała ich garstka, ale niemieckość czuć za sprawą turystów obficie odwiedzających miasto i dwu- lub trójjęzycznych napisów (Węgrów też sporo):
![]() |
| Trójjęzyczne miasto, z albumu rumunia, że hej! |
Nieco na azymut dotarliśmy w końcu do ronda, z którego odbijała droga do Mediaş i Sybina, a więc naszego kolejnego celu. Mieliśmy tam niestety konkurencję w postaci autostopowych autochtonów oraz dwóch prostytutek. Te ostatnie zostały wkrótce zgarnięte przez miejscową policję ku uciesze przejeżdżających kierowców, zaś autochtoni skorzystali ze złapanego naszymi własnymi ręcami samochodu, czym wprawili nas w zakłopotanie – niebawem wysiedli, zostawiwszy parę banknotów kierowcy. Na szczęście w Mediaş okazało się, że turystów obdzierać z lei się nie godzi, kierowca zadowolił się drumbunem :)
Postój w Mediaş, choć niezaplanowany, okazał się korzystny – zajrzeliśmy do bardzo ładnej cerkwi, a zaraz potem do Sybina (Sibiu) podwiózł nas sympatyczny młody dostawca piwska. Naprawdę nieźle mówił po angielsku, co zresztą, jak już zdążyliśmy zauważyć, wielkim wyjątkiem nie jest. Młodzi Rumuni są pod tym względem chyba lepsi niż Polacy, nie wspominając o Węgrach :) W Turdzie zaczepiła nas dziewczynka chodząca do 5. klasy i gadała po angielsku o niebo lepiej niż niejeden kolega z gimnazjum w Brwinowie… Z dostawcą piwska pogadaliśmy sobie o tym i tamtym (o wódce i nielegalności picia alkoholu w miejscach publicznych na przykład ;)), po czym znaleźliśmy się w centrum Sybina. Trafiliśmy tu na jakiś średniowieczny festiwal, piękny rynek był zapełniony ludźmi, a z góry gapiły się na nas dachy domów:
![]() |
| Baczny obserwator z albumu rumunia, że hej! |
Krótka rundka po prześlicznej starówce przerwana została konstatacją, że Krzysiowy dowód gdzieś wziął i uciekł… (ciapa!) Całe szczęście (a to wyłącznie dzięki planom powrotu przez Ukrainę), że wzięty został też paszport!
Okazało się też, że kempingu wymienionego w przewodniku już nie ma od sześciu lat (ichnia strona WWW powiada “Camping-ul este inchis”, czyli “Kemping jest zamknięty”), co skomplikowało nam sytuację. Poczęliśmy bezskutecznie łapać stopa do pobliskiej wsi Cisnădioary, w której kemping Ananas ponoć stuprocentowo istnieje. Na szczęście spotkaliśmy młodego okolczykowanego rowerzystę, który nam wyjaśnił, że szukanego przez nas kempingu co prawda nie ma, ale są na tym terenie akurat zawody rowerowe i ludzi z namiotami tam też uświadczyć można. Tak oto osiągnęliśmy sukces – brudni, ale zadowoleni możemy spać, może nie w takich warunkach jak w odległym o 100 m Hiltonie, ale prawie, prawie… :)
Poprzedni dzień tej wyprawy jest >>tutaj<< , następny >>tutaj<<.


W Sighisoarze i Medias byłem w lipcu, piękne miasteczka :)
O, witam na blogu :) Pewnie, że piękne, szkoda tylko, że my to zawsze na remonty trafiamy – rozkopane Kluż, Sighisoara, Bukareszt, Jassy… :)