Dziś ostatni dzień szaleństwa zimowego – przenieśliśmy się z Gorców w Pieniny. Pogoda już nas tak nie rozpieszczała, ale góry to góry! Dzień rozpoczęliśmy od odwiedzenia braci Słowaków, głównie w celu wykorzystania ostatniej szansy na wydanie koron w liczbie 47. Przydała się wyborna kładka między Sromowcami a Czerwonym Klasztorem, wybudowana jakoś w ostatnich latach. Za granicą powitały nas szyldy informujące o niewyobrażalnej bliskości sklepu z tanim wszystkim, z czego skwapliwie skorzystaliśmy. Po długiej naradzie zdecydowaliśmy się na Czekoladę Studencką. Kasjer wyraźnie ucieszył się wyartykułowanym przez nas Nech sa pači!, niestety nie udało nam się zaimponować słowackim Dziękuję!, gdyż nie opanowaliśmy jeszcze trudnego słowackiego odpowiednika.
Z plecakiem cięższym o jakieś 200 g ruszyliśmy w kierunku Trzech Koron, górujących nad wioską i wyglądających jakoś tak:
![]() |
| Z albumu gorce pieniny 2008 |
Dziarsko ruszyliśmy obok schroniska i wleźliśmy czem prędzej w Wąwóz Szopczański. Szlak dosyć oblodzony, a w dalszej części stromy, że ho ho ho. Kijki się przydały, nie wygrzmociliśmy mordkami w lód i przed regulaminowym czasem z mapy osiągnęliśmy przełęcz o ciekawej alternatywnej nazwie “Chwała Bogu“, gdzie ponoć jest fajny widok na Tatry. Tym razem widok był na troszkę więcej niż na tym zdjęciu:
![]() |
| Z albumu gorce pieniny 2008 |
Na dalszej trasie odwróciły się role i bardziej się męczyła Mysia zamiast Krzysia. Ale Trzy Korony nie były jakoś strasznie odległe, więc niebawem znaleźliśmy się pod platformą odrutowującą szczyt. W tych okolicach po raz pierwszy pojawili się tego dnia jacyś ludzie – Pieniny zimowe to coś zupełnie innego niż Pieniny letnie, pustki. Po chwili szczytowaliśmy i podziwialiśmy kolejne widoki w dalekie strony:
![]() |
| Z albumu gorce pieniny 2008 |
Aparat nie miał zbytniej ochoty na dalszą współpracę, bateria rozładowała się błyskawicznie tuż po zrobieniu ostatniego romantycznego zdjęcia całego wyjazdu przez sympatycznego pana współzdobywcy (dla niewtajemniczonych – w tle Tatry ;)):
![]() |
| Z albumu gorce pieniny 2008 |
Tak oto zeszliśmy sobie spokojnie ze szczytu. Mysia parę razy się wywróciła, obejrzeliśmy z bliska Zamek Pieniński i znaleźliśmy się niebawem w Krościenku nad Dunajcem. Szybko złapaliśmy autobus, który wywiózł nas do Nowego Targu, a w międzyczasie negocjowaliśmy zaproszenie na sylwestra u Rudzielców i męczyliśmy esemesowo Młodego, coby nam sprawdził wszystkie możliwe połączenia kolejowe. W ten oto sprytny sposób udało nam się dotrzeć do domu wieczorem zamiast kolejnego ranka – po godzince na dworcu PKS w Nowym Targu złapaliśmy autobus do Krakowa, gdzie w 15 minut zjedliśmy kebaba i przesiedliśmy się do pociągu. Wyprawa zakończona!
Praktyczne wskazóweczki
- Zimą kijki przydatne na oblodzonych szlakach.
- Kładka na Słowację pierwszorzędna sprawa.
- Korzystać z pienińskiej zimy, póki trwa zima ;)
- Naśladować nasze trasy – niektórzy już to czynią :>
- Cieszyć się życiem i górami!
Poprzednia część tej wyprawy jest >>tutaj!<<




Niektórzy już to uczynili:) świetna trasa, choć my nie mieliśmy tak pięknych widoków jak autorzy… my zobaczyliśmy Gorce we mgle, a jedyne co było widać ze schroniska na Turbaczu to …pięknie ośnieżone choiny:) padało 3 dni non stop, sami górale – cytuję, mówili, że k… nakurzyło:)
popieram, że kijki i dodam jeszcze stuptuty to podstawa, a do tego nie zaszkodzi termos z ciepłą herbatą – im słodsza tym lepsza i …coś mocniejszego na wieczór:)
i… nie polecam oczekiwania na dworcu PKP w Nowym Targu…temperatura zbliżona do tej panującej na dworzu…
I…Gorce i Pieninki to piękny kawał Polski:) Geograficznie niesamowicie różnorodny, ale…do chodzenia wspaniały!