Drugi dzień zimowej wędrówki rozpoczyna się niczego sobie:
![]() |
| Z albumu gorce pieniny 2008 |
No widoczek jak w mordę strzelił, Tatry z okien jadalni schroniskowej widać jak na dłoni. Pod nami morze chmur prawie jak pod Skrzycznem było, a nad owym morzem Łomnica, Gerlach, Rysy… Krzyś szalał z zachwytu i rozkminiał coraz to drobniejsze szczyciki, Mysia zaś udawała, że słucha z zachwytem. Po spożyciu porannego kefirku można było zakładać kalesony, chwytać w garść kijki i aparat i zdobywać szczyt. Sam wierzchołek Turbacza jest dosyć niepozorny i wygląda tak:
![]() |
| Z albumu gorce pieniny 2008 |
Tym samym zdobywamy kolejny szczycik do Korony Gór Polski – na razie nie ma ich za dużo (Rysy, Śnieżka, Tarnica, Szczeliniec Wielki, Skrzyczne i Turbacz), ale pewnego dnia na pewno będziemy ich zdobywcami :) Raczej niekoniecznie w tempie ekspresowym :)
Komu w drogę, temu łódź podwodna, ruszamy dziś na mało forsowną trasę – złazimy do Łopusznej. Po drodze kusi nas piękna pogoda i widoki. Dzień zupełnie inny niż poprzedni – zwrot o 180 stopni bez kitu! Trasa pusta, spotykamy ledwie kilka osób, tu i ówdzie przemyka skuter. Pstrykamy zdjęcia ośnieżonych krajobrazów, zastanawiając się, jak wyjdą pod słońce. Jak widać niżej, całkiem nieźle!
![]() |
| Z albumu gorce pieniny 2008 |
Te większe od lewej: Gerlach, Kończysta, Ganek, Wysoka, Rysy, Mięguszowieckie Szczyty za gałązką.
![]() |
| Z albumu gorce pieniny 2008 |
A tu na głównym planie Kozi Wierch i Świnica. Na planie bliższym rzeczone morze chmur :)
Tak więc dzielnie schodzimy do momentu, aż szlak postanawia sobie skręcić w lewo – tam, gdzie stopa ludzka nie stanęła. Ponieważ mamy średnią ochotę na kopanie się przez śnieg do kolan, idziemy na azymut. W końcu docieramy nie do końca do Łopusznej, a do sąsiedniego Ostrowska, skąd trzeba się doczłapać szosą. Niestety kiepsko wymierzyliśmy z czasem i czekało nas półtorej godziny marznięcia na przystanku w celu dotarcia w dalsze rejony naszych ekspansywnych planów. W celu rozruszania się postanowiliśmy zdobyć muzeum w dworku Tetmajerów. Chyba niewielu tam zagląda, pani wyraźnie się zdziwiła i darowała nam nawet opłatę, skądinąd sporawą. Ponieważ chytrość szanownych busiarzy jest ogromna, przyjechał takowy pojazd dobre 5 minut przed PKS-em, co pozwoliło nam zaoszczędzić owe 5 minut i -1 złotówkę. Ruszyliśmy w drugą część naszej wyprawy – Pieniny, drżyjcie!
Pół godziny później jesteśmy już w Sromowcach Niżnych i podziwiamy kładkę wybudowaną w ostatnich latach, łączącą wioskę z sąsiednią słowacką – Czerwonym Klasztorem. Szybkie rozpoznanie w terenie skutkuje błagającą miną pod adresem busiarza – zostaliśmy wywiezieni jednak nieco za daleko, bo znaleziona przez nas hawira znajdowała się jednakowoż w Sromowcach Średnich. Ponieważ wyglądamy na porządnych ludzi (no nie?), po paru kolejnych minutkach już pukaliśmy do drzwi domku. Bardzo sympatycznie, nowo i cieplutko, polecamy. Szybkie zakupy obiadowe i można śpiochać do woli!
Praktyczne wskazóweczki
- Nawet jak po 10 rozmowach telefonicznych Cię przekonują, że we wsi nie ma żadnego miejsca noclegowego, jest to ściemą nie z tej ziemi i należy szukać dalej. Dobry sąsiad pomoże zawsze sąsiadowi, który akurat ma pokój do wynajęcia.
- Minimuzeum łopuszniańskie należy zwiedzić, jeśli można to zrobić za darmo :)
- Ulica Pienińska w Sromowcach Niżnych nie znajduje się w Sromowcach Niżnych, ale Średnich. Kilometr różnicy.
Poprzednia część tej wyprawy jest >>tutaj<<, natomiast następna >>tutaj!<<



