Kanały:
Wpisy
Komentarze

06.09.2009 Codlea – Braszów

Tak oto spędziliśmy noc na górce w środku miasta pod nieustającym atakiem deszczu. Następny dzień nie przyniósł poprawy aury, natomiast umożliwił nam zaznajomienie się z uroczą wonią z pobliskich fabryk.

Urocza fabryka w Codlei z albumu rumunia, że hej!

Nadal mieliśmy towarzystwo – tym razem krowy! Spakowaliśmy manatki i złapaliśmy busa, który jeździł, jak mu się żywnie podoba, wprost do Braszowa. Wylądowawszy na dworcu autobusowym na skraju miasta, skorzystaliśmy jeszcze z usług komunikacji publicznej, aby dostać się do centrum. Akuratnie trafiliśmy na jeden z największych festiwali muzycznych w Rumunii – Cerbul d’Aur (Złoty Jeleń). Rynek zastawiony sceną i tysiącami krzesełek oraz ogarnięty dźwiękami z tej sceny się wydobywającymi. Jak później się dowiedzieliśmy, próbę robił sobie Tiziano Ferro, jedna z największych włoskich gwiazd muzycznych. I parę piosenek było całkiem sympatycznych. Ale nie po to tu przyjechaliśmy, więc…
Czytaj dalej »

Autostopem z Negoiu

05.09.2009 Lacul Cǎlţun – Negoiu – Lacul Cǎlţun – Bâlea Lac – Codlea

Noc na wysokości 2137 m nad jeziorkiem Cǎlţun okazała się jedną z najcieplejszych w ostatnich dniach. Nie przeszkodziło nam to jednak we wstaniu o 7 i wychylenia nosów z namiotu. Opłacało się. Powitali nas wrocławiacy i piękny wschód słońca:

Wschód słońca z albumu rumunia, że hej!

Karolina i Piotrek doszli do wniosku, że wychylenie nosa to aktualnie wszystko, na co ich stać, my zaś postanowiliśmy nadrobić wczorajsze niepowodzenie. Szybkie ubranie się, wcięcie batonika, przepakowanie do małego plecaka i ruszamy w górę – czeka na nas 9. co do wysokości szczyt całych Karpat (jedynie Gerlach, Łomnica, Lodowy, Durny, Wysoka, Kieżmarski, Moldoveanu i Kończysta mają powyżej 2535 m), czyli Negoiu.

Przed nami końcówka trasy wczorajszej i zaraz ruszamy ostrzej w górę. Już po chwili zaczynają się łańcuchy i tak przez jakieś pół godziny wspinamy się Żlebem Drakuli. Jest po drodze kilka cięższych miejsc, ale nie na tyle, żeby utrudniły nam jakoś szalenie wejście. Na pewno ma na to wpływ to, że dziś nie łazimy z ogromnymi plecakami i możemy zwinnie poruszać się po skałach. Wyłazimy na wąską przełęcz, z której na szczyt już tylko małe podejście. Wreszcie jest wierzchołek – pusto, słonecznie i przepięknie, a my mamy szansę być najwyżej położonymi ludźmi w Karpatach (no, chyba jednak na Łomnicy ktoś się w stacji kolejki krząta :)). Po raz pierwszy widzimy Moldoveanu, najwyższy szczyt pasma, na który chcemy się dostać w najbliższych dniach. Wygląda daleko :)

Mysia na Negoiu z albumu rumunia, że hej!

Czytaj dalej »

03.-04.09.2009: Șaua la Apă Cumpaniță – Vârful Budislavu – Lacul Avrig – Refugiul Scării – Cabana Negoiu – Strunga Ciobanului – Lacul Călţun

Dzień rozpoczęty na poziomie prawie 2000 m n.p.m. musi być dobrym dniem – najgorsze już za nami i można łazić główną granią. Krajobrazy niczym w Tatrach Zachodnich, a na niebie ani chmurki. Po porannej eskapadzie po wodę w żlebie – śniadanko, a po nim w drogę. Już po paru minutach spotykamy pierwszych ludzi od ponad doby, ale frekwencja górska na tym się ogranicza – kolejnych górołazów spotkamy dopiero wieczorem.

Poranek z albumu rumunia, że hej!

Dość szybko docieramy do miejsca, w którym przewodnik uprzedniego dnia zaplanował nam potencjalny nocleg, i konstatujemy, że byliśmy od niego sprytniejsi. Ruszamy dalej – najpierw z przełęczy Şaua Surului trawersem, w końcu szczytujemy na Vârful Budislavu. Vârf to słowo, od którego pochodzi nasz wierch, forma określona robi z niego vârful – od tego wyrazu zaczynają się nazwy niemal wszystkich szczytów. Słowiańsko brzmiący Budislavu ma już 2343 m i kształt kopulasty. Trudności technicznie brak, podejście nie jakieś szalone, tak czy siak po wejściu widoki mamy już na masyw Negoiu i Călţun. Czytaj dalej »

01.-02.09.2009 Sybin – Turnu Roşu – Șaua la Apă Cumpaniță

Doczekaliśmy się, nadszedł czas buszowania po Karpatach – konkretnie po ich drugim co do wysokości pasma po Tatrach, czyli Górach Fogaraskich. Dzień w Sybinie upłynął nam na przygotowaniach. Po pożegnaniu niemieckich towarzyszek doli i niedoli namiotowej udaliśmy się w stronę supermarketu, gdzie spędziliśmy sporo czasu na wybieraniu najbardziej górskiego jedzenia. Udało się – wyposażeni w ogromne ilości żarcia na tydzień można było ruszyć dalej. Plecaki nie wiadomo czemu stały się jeszcze cięższe niż wcześniej, ale po tygodniu byliśmy już zahartowani i postanowiliśmy nie kwękać :)

Głównym celem dnia był kompleks kąpielowy Neptun, o którym poprzedniego dnia dowiedzieliśmy się w informacji. Okazało się, że jest to wyśmienite miejsce do pozbycia się brudu nawarstwionego przez 4 dni :) Za 3,5 leja (i ponad 30 min oczekiwania na wolną kabinę) można tam było wpakować się ze wszystkimi tobołami do łazienki i w ciągu regulaminowej godziny wymyć za wszystkie czasy. A łazienki nadają się i do innych celów, o czym mogła świadczyć zawartość kosza na śmieci :) Wygnał nas stamtąd w końcu SMS od Piotrka, oznajmiający, że lada chwila pojawią się w Sybinie nasi współgórołazi. Ruszyliśmy zatem na Rynek i przesiedzieliśmy tam dwie godzinki – później okazało się, że SMS przybył z innej strefy czasowej…

Sybiński rynek z albumu rumunia, że hej!

Czytaj dalej »

30.08.2009 Sybin – Alba Iulia (mapka na Yahoo)

Obudziliśmy się wśród przygotowań do wyścigów rowerowych. Wstaliśmy, spożyliśmy kaszkę i zaobserwowaliśmy gromadę rowerzystów startujących w las. Popodziwialiśmy to wydarzenie, a następnie postanowiliśmy wyruszyć do Alba Iulia, miasta o rzymskich korzeniach, będącego w XVI-XVII wieku stolicą Siedmiogrodu. Nic prostszego – wystarczy wydostać się na właściwą drogę wylotową, idąc na azymut (planu miasta dnia poprzedniego nie udało nam się dorwać). Owo wydostanie się zajęło nam godzinkę, kolejne pół zaś machaliśmy paluchem przejeżdżającym samochodom. W końcu zatrzymała się okołodwudziestoletnia dacia, która chętnie zawiozła nas do celu podróży – a ta upłynęła dość sennie, gdyż z kierowcą nie było nam dane za bardzo porozmawiać.

Niestety nasz przewodnik – nie pierwszy i nie ostatni raz, ale co tam – wprowadził nas w błąd i nie znaleźliśmy żadnego punktu informacyjnego, o którym wspominał. Pognaliśmy zatem do centrum i tam otrzymaliśmy niepomocną pomoc – kempingu w mieścinie owej brak. Cóż, znowu brudasy! Zwiedziliśmy  wypasioną katedrę katolicką św. Michała (z grobami Jana Hunyadyego i Macieja Korwina) oraz sobór koronacyjny króla Ferdka, po czym zaczęło padać.

Katedra prawosławna z albumu rumunia, że hej!

Czytaj dalej »

29.08.2009 Târgu Mureş – Sybin (mapka  na Yahoo)

Wczorajszego dnia po raz pierwszy mieliśmy styczność z deszczem, ale straszności nie było, a dziś znów piękna pogoda. Leziemy zatem przełajem na drugi koniec Târgu Mureş i już niebawem siedzimy wygodnie w ciężarówce należącej do brodacza władającego przyzwoicie językiem angielskim i wracającego po dalekiej podróży do domu swego w Braszowie. Nasz cel jest bliższy, albowiem w planach Sighişoara, przez nasz przewodnik okrzyknięta “perełką średniowiecznej Transylwanii”. Monice nazwa ta na tyle utkwiła w pamięci, że o mieście tym bez użycia tego określenia opowiedzieć nie zdoła :)

A zatem ruszyliśmy w miasteczko, niestety tradycyjnie rozkopane remontowo. Mimo to widać było urokliwość zaułków, w których co lipiec odbywa się największy festiwal Rumunii. Po przerwie na zakup wody, chleba i batoników (spartańska walka o przetrwanie czy dbałość o własne plecy?) wdrapaliśmy się z niemałym trudem na wzgórze z kościołem (0,60 leja chcieli – niedoczekanie :)) i cmentarzem – a na nim groby niemal wyłącznie niemieckie. Tu słowo wyjaśnienia – region Sighişoary i Sybina przez wiele wieków zamieszkany był przez Sasów siedmiogrodzkich – ludność pochodzenia niemieckiego, z samą Saksonią mającą niewiele wspólnego, a żyjących tu od XII wieku. Dziś pozostała ich garstka, ale niemieckość czuć za sprawą turystów obficie odwiedzających miasto i dwu- lub trójjęzycznych napisów (Węgrów też sporo):

Trójjęzyczne miasto, z albumu rumunia, że hej!

Czytaj dalej »

28.08.2009 Kluż-Napoka – Târgu Mureş (mapka na Yahoo)

Wreszcie mieliśmy okazję się wyspać w przyzwoitych warunkach, więc pospaliśmy sobie aż do 9! Dzisiejszym celem jest Târgu Mureş, miasto ponoć mało popularne wśród turystów. Niestety rozklekotana ciężarówka, która pod górę wyciągała całe 20 km/h, dowiozła nas tylko do Turdy. Skoro już tu się znaleźliśmy, to warto się rozejrzeć…

Zanim zdążyliśmy się oswoić, przydybała nas pewna pani… I zaczęła coś do nas mówić… niestety po rumuńsku. Innym językiem nie władała, więc długo próbowała nam COŚ wytłumaczyć. Również inna przechodząca pani nie potrafiła ani nam, ani jej pomóc. Jedyne, co słyszeliśmy, to “salina”. W końcu zrezygnowana pokazała nam, żeby iść za nią. I tutaj pomógł nam w końcu nasz książkowy przewodnik – w Turdzie jest kopalnia soli! Ucieszeni, że wreszcie wiemy, o co pani chodzi, podążyliśmy jej śladem. Dotarliśmy do miejsca, które koniecznie wedle miejscowych trzeba zobaczyć, i to też uczyniliśmy (bilet normalny 10 lei, bilet ulgowy 5 lei).

Krzyś liże ściany kopalni

Czytaj dalej »

27.08.2009 Valea lui Mihai – Kluż (mapka na Yahoo)

Do granicy rumuńskiej udało nam się dotrzeć około 21. Po 22 godzinach podróży nie byliśmy skorzy do dalszych wojaży, więc postanowiliśmy rozbić się możliwie szybko. Odeszliśmy około kilometra od przejścia granicznego, w międzyczasie zaczęły nam towarzyszyć dwa psy, i zaczęliśmy się rozbijać na jakimś polu. Psy jeszcze przez jakiś czas po naszym zamknięciu się w namiocie żyły nadzieją dostania czegoś do jedzenia. W końcu jednak przestały węszyć i sobie poszły.

Rano ruszyliśmy w stronę najbliższego miasta. Nie liczyliśmy raczej na rewelacje autostopowe z powodu niskiej frekwencji samochodowej, ale mimo to dość prędko udało nam się zatrzymać pojazd sympatycznego Węgra, który dowiózł nas do najbliższej miejscowości – Valea lui Mihai. Jak się później okazało, nigdy nie czekaliśmy na autostop dłużej niż pół godziny (no, chyba że się nie doczekaliśmy wyjazdu z Sybina do Cisnadioary :)).

Czytaj dalej »

Pomysł na te wakacje wyklarował się już jakiś czas temu – Rumunia i Góry Fogaraskie – teraz wystarczyło go wprowadzić w życie. A oto, jak można to uczynić:)

1. Jak dojechać do Rumunii z Warszawy (Polski)?

1. Istnieje wiele możliwości dojazdu do Rumunii – oto te wynalezione przez nas: Bez wątpienia najtańsza z nich to autostop. Nasi znajomi  z tejże właśnie skorzystali, a po drodze wstąpili jeszcze do Belgradu (bo po drodze!). Zajęło im to 4 dni.

2. Kolejną są opcje pociągowe i tych jest co najmniej dwie: Czytaj dalej »

Wycieczka rowerowa planowana od ponad roku w końcu doszła do skutku. Co prawda w mniejszym niż początkowo zakładany składzie, ale i tak było świetnie.

Nieborów, Arkadia na rowerze

Nieborów, Arkadia na rowerze. Kliknij, żeby obejrzeć dokładniej!

Niedzielny poranek nie zapowiadał rowerowej pogody, ale mimo tego nieustraszona czwórka roweromaniaków (Tygrysy, ja i Adaś) zapakowała się w pociąg do Skierniewic, żeby przeżyć przygodę dziesięciolecia, no a co najmniej tygodnia. Nasza odwaga została nagrodzona bezchmurnym niebem nad Skierniewicami – początkiem naszej wyprawy. Po pokonaniu ogromnych schodów z rowerami na plecach ruszyliśmy na poszukiwania ulicy Marii Skłodowskiej-Curie, dzięki wrodzonemu zmysłowi orientacji Krzysia przyszło to nam bez problemu. Pierwszym przystankiem w naszej czterdziestopięciokilometrowej trasie miała być Polana Siwica w Puszczy Bolimowskiej. Zawiodła ona nieco nasze oczekiwania (łosie się po niej nie przechadzały, czarne bociany nad nią nie latały, a trawa była na tyle wysoka, że ciężko było na niej się rozsiąść). Jednak zamierzony postój odbył się nieco dalej i po nabraniu sił wyruszyliśmy do kolejnego punktu wycieczki, czyli do Nieborowa. Zobaczyliśmy tam park krajobrazowy z kanałem w kształcie litery L oraz ogród w stylu francuskim zaprojektowany pod koniec XVII wieku przez Tylmana z Gameren (architekta nieborowskiego pałacu), a rozbudowany prawie sto lat później przez Szymona Bogumiła Zuga. Ozdobami ogrodu są bez wątpienia różne gatunki drzew (w tym najstarszy w Polsce platan), bukszpanowe labirynty i rabaty układające się w wymyślne wzory. Radziwiłłowie, którzy kupili pałac w latach siedemdziesiątych XVIII wieku, założyli park w Arkadii, do którego planowaliśmy dotrzeć, jednak dzieliło nas od niego sześć długich i wietrznych kilometrów.

Czytaj dalej »

Starsze wpisy »